Miejskie, wyłożone kostką ścieżki, ubite leśne dukty, wały rzeczne albo nasypy kolejowe – nasz kraj jest wdzięcznym terenem do rowerowych podbojów.

Duże polskie miasta coraz bardziej dbają o rowerzystów; pajęczyny ścieżek rowerowych najszybciej i najgęściej rozwijają się w Trójmieście i Krakowie. W Warszawie można na dwóch kółkach swobodnie przejechać z Puszczy Kampinoskiej (wokół której biegnie samodzielna pętla rowerowa o długości 144 km) nad Zalew Zegrzyński lub do Powsina. Pierścień Poznański to z kolei długa na 164 km trasa wokół głównego miasta Wielkopolski.

Pedałowanie w terenie rządzi się innymi prawami niż miejskie. W Polsce rowerzyści na ogół korzystają z tych samych tras co piechurzy, jedynie czasem mają do dyspozycji własne ścieżki. Takie jak szlaki w Puszczy Kozienickiej, w Bieszczadach, na Kaszubach czy wyspie Wolin, które są zadbane i nowocześnie oznakowane.

W Polsce jeździ się też po nasypach kolejowych; trasa Łeba-Miastko ma 160 km! Coraz bardziej ułatwia się życie rowerzystom; na Roztoczu kursują pociągi do przewozu rowerów, a wyciągi krzesełkowe w Beskidzie Sądeckim (Wierchomla i Jaworzyna Krynicka) latem przestawiają się na transport rowerzystów.

Wierchomla to jedna z popularniejszych letnich baz downhillowców, czyli najbardziej ekstremalnych rowerzystów górskich, eksplorujących pofałdowane południe Polski. Do ich ulubionych szlaków należą: Katowice – Żywiec, Wisła – Zwardoń i prowadząca częściowo przez Słowację trasa stokami Babiej Góry. „Górale” często odwiedzają też Kotlinę Kłodzką, okolice Góry Zborów i Chełm na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej oraz górę Telegraf w Górach Świętokrzyskich.