Warszawa 2.8 ºC
Kontakt
logo bloga "Nasze Szlaki"

Po sprawdzeniu biletów i przejściu przez bramki otworzył się przed nami zupełnie inny świat. Kolorowy, pełen egzotycznych dźwięków i specyficznych zapachów zwierząt. Jako że byliśmy dość wcześnie na terenie ZOO i chcąc uciec przed tłumami, które pojawiają się zazwyczaj w okolicach południa, stwierdziliśmy, że zaczniemy od Orientarium.

Cóż to jest w ogóle takiego i co oznacza ta ciekawa nazwa? Najprościej mówiąc, jest to wielkopowierzchniowa, zadaszona ekspozycja wodno-lądowa fauny. Ciekawe prawda?

Jednak by nie zabrnąć w definicje i skupić się na tym, co najważniejsze, czyli przyjemności zwiedzania, opiszę raczej reakcję moich dzieci. Te po przejściu drzwi do tego nowoczesnego kompleksu, dość mocno wzorowanego na wrocławskim Afrykanarium, zapiszczały z zachwytu i biegiem ruszyły w poszukiwaniu zwierząt. Niestety te nie miały początkowo ochoty paradować i pokazywać się odwiedzającym. Jedynie wydry, które też tutaj zamieszkały, dały prawdziwy popis spontanicznej zabawy.

Jak wspominałem wcześniej, warto przy zwiedzaniu tego obiektu wziąć pod uwagę godziny karmienia zwierząt, bo wtedy apetyt zmusza je do wyjścia na wybiegi. Dlatego też ominęliśmy pustą strefę indyjską, na której powinny królować słonie. Ominęliśmy też pustą strefę orangutanów i równie pustą świątynię makaków i udaliśmy się prosto do ogromnego akwarium.

Autor: Michał Baranowski, blog: „naszeszlaki.pl”

Czytaj więcej na blogu: „Nasze Szlaki”