Bo gdy tylko minęliśmy otwarte polany, po których bez jakiejkolwiek żenady hasały sarenki, gdy zostawiliśmy za sobą ogniskową wiatę na kuligi, gdy wreszcie przeszliśmy wzdłuż wyślizganego przez narciarzem śladu, czarny szlak zaprosił nas w kierunku gęstego lasu. Zdziwiliśmy się, że nikt przed nami po nim nie szedł, ale dzielnie brodziliśmy w kopnym puchu. Przy pierwszej powalonej pod ciężarem śniegu choince, która utworzyła na wąskiej trasie rodzaj śniegowego tunelu, zrozumieliśmy, czemu nikt nie kwapił się spróbować tej drogi. Na tę chwilę nawet dobrze się bawiliśmy, przechodząc pod nią na czworaka...


 
Autorka: Katarzyna Laskawiec, blog: „Polska po godzinach”


Czytaj więcej na blogu: „Polska po godzinach”